Bradley Denton – Sierżant Chip

Bradley Denton to wciąż zbyt mało znany w Polsce autor. Pomimo tego, że spośród jego pięciu powieści wydano dwie Buddy Holly żyje i pozdrawia z Ganimedesa oraz Obłąkani. Wieść gminna niesie, że jedną z jego książek – wydanych po polsku – zmielono nim trafiła na półki księgarskie z powodu błędu na okładce. Poprawnego wydania już nie było.

Można zatem śmiało powiedzieć, że Denton ma sporo pecha. Widać to też po drugiej stronie oceanu. Należy do wąskiego grona autorów bardzo cenionych przez kolegów po piórze, których utwory omija jednak splendor wielkich nagród. Owszem, są w pierwszej piątce, dziesiątce, ale rzadko trafiają na podium. Niesłusznie, niesprawiedliwie i niezrozumiale, ponieważ utwory Dentona biją na głowę wiele nagradzanych obecnie w USA tekstów. I to praktycznie pod każdym względem. Mamy oto pisarza zdecydowanie wyrastającego ponad resztę fantastów. Zawsze pisującego obok utartych ścieżek prozę zdecydowanie lepszą niż fantastyczna literacka średnia, ale mało naznaczoną rakietą, robotem, zombie, czy wampirem. Ale oryginalną, odporną na działanie czasu, dowcipną i angażującą emocjonalnie. Od pierwszego tłumaczenia Dentona chwalił Marek Oramus, np. w swojej recenzji z poprzedniego tomu Kroków – opowiadanie „Orzeł adacki”. George R.R. Martina stwierdził, że ten właśnie utwór Dentona zasługuje na to, żeby kandydować do nagród, jeśli istnieje jakaś sprawiedliwość.

Dając szansę sprawiedliwości i polskim czytelnikom na poznanie jednego z najlepszych utworów Dentona, w tym tomie almanachu publikujemy jego kolejny tekst. „Sierżant Chip” otrzymał w roku 2004 prestiżową nagrodę Theodore’a Sturgeona, którą przyznają amerykańscy pisarze sf za najlepsze opowiadanie roku. Jest to jeden z najbardziej wzruszających utworów science-fiction. Przypomina nieco znakomite „Kwiaty dla Algernona” ze względu na pewne eksperymenty językowe i tematykę, jaką jest eksperymentalne podkręcenie inteligencji. Jest to historia opowiedziana z punktu widzenia podrasowanej technologicznie krzyżówki labradora i pudla. Jeśli połączymy sprawność fizyczną tej pierwszej rasy ze wzmocnioną technologicznie inteligencją drugiej, psimi wyczulonymi zmysłami i typowymi dla czworonogów posłuszeństwem i oddaniem powstanie… labradopudel, jasne. A przy okazji perfekcyjny żołnierz. Opowiadanie przetłumaczyła Anna Klimasara.

Krok dalej:
  • Facebook
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop

Comments are closed.